Blog > Komentarze do wpisu
Pierwsze tygodnie

Mija kilka tygodni, a ja snuję się z kąta w kąt. Próbuję podpytywać różne osoby co dalej, ale bez rezultatu. Dopiero po ok. miesiącu poznaję Szefa Oddziału. Jestem zaproszony na jakieś zebranie zapoznawcze dla nowych pracowników. Szef ma na imię Adam i jest facetem w średnim wieku. Ma jasne włosy i nosi okulary, wzbudza sympatię. Jest polakiem, który przyjechał tutaj ze Stanów czy z Kanady, żeby zbudować i poprowadzić nasz oddział. Tam pracował ponoć przez dwadzieścia lat w różnych oddziałach naszej firmy, dochodząc do stanowiska project managera. To duży przeskok na tak odpowiedzialne stanowisko jakim jest Szef Oddziału. Teraz zarządza kilkusetosobowym zespołem, projektami, infrastrukturą IT, budżetem i Bóg jeden wie czym jeszcze. Do tego musi odpowiadać za HR, wizerunek oddziału i firmy, krzewienie właściwej kultury organizacyjnej i pewnie za wiele innych spraw, o których ja – szeregowy pracownik nie powinienem mieć zielonego pojęcia – ironizuję sobie w duchu. Ale pewnie musi być dobry, skoro szefostwo korporacji powierzyło mu taką rolę.

XXL jest pełen mądrych ludzi. Wszyscy pomagają budować naszą planetę na swój własny, wyjątkowy sposób*

Siedzimy tak w kilkanaście osób wokół stołu i rozmawiamy po angielsku. Gość chyba zapomniał ojczystego języka po tylu latach „zesłania”– zastanawiam się. Nadchodzi pora, żeby każdy się przedstawił i powiedział kilka słów o sobie. Przychodzi moja kolej. Przedstawiam się i mówię że mam kilkunastoletnie doświadczenie w branży i chcę moją przyszłość zawodową związać z XXL. Próbuję jakimś żartem dać lekko do zrozumienia, że wciąż nie wiem po co tu jestem i co będę robił. Szef kiwa głową ze zrozumieniem i też rzuca jakimś żartem. Nie bardzo go rozumiem, ale na wszelki wypadek wykrzywiam usta w grymas uśmiechu. Po prezentacjach następuje przemowa na temat strategii naszego oddziału i korelacji ze strategią całej firmy. Na początku słucham z zainteresowaniem, ale brak konkretów i ciągła niepewność co do mojej przyszłości powodują że nie mogę się na tym skupić. Po jakimś czasie moje myśli krążą już zupełnie gdzie indziej.

Wkrótce po tym wzywa mnie manager mojego obecnego projektu i prowadzi do innego managera. Wiesz, odchodzi techniczny lider z jednego z moich projektów i szukam kogoś na jego miejsce – mówi ten drugi. Potrzeba mi kogoś, kto dobrze programuje w Javie. Połowę czasu spędzałbyś na programowaniu a drugą połowę na papierkowej robocie. Czuję się lekko poirytowany i grzecznie wyrażam swoje wątpliwości, czy aby jestem na pewno tą osobą której on szuka. Tłumaczę, że z programowaniem nie miałem już od bardzo dawna do czynienia, a z Javą tylko sporadycznie, przed wieloma laty. Po zakończeniu rozmowy staram się w stanowczy sposób wytłumaczyć temu, który mnie wezwał, z jakim zamiarem się tutaj zatrudniłem i jakie są moje oczekiwania. Ten jakby wydawał się trochę zaskoczony, ale pokiwał głową na znak zrozumienia. Przecież to on m. in. mnie tutaj rekrutował do ciężkiej cholery – nieśmiało przypominam sobie.

Mój entuzjazm do nowej firmy zdążył już podupaść, kiedy nagle wezwał mnie big boss z Ameryki – teksańczyk nadzorujący pracę mojego oddziału z ramienia centrali, który akurat wpadł do nas na tydzień…

*Internetowa strona firmy

piątek, 19 marca 2010, bigsam

Polecane wpisy

  • Jak zrobić karierę w baaardzo wielkiej korporacji

    Kilka rad dla tych, co nie mają ochoty tracić czasu na zdobywanie zbędnych kwalifikacji, a chcieliby szybko awansować. Powinni z nich skorzystać szczególnie ci,

  • Pierwszy przydział

    No więc wzywa mnie boss z centrali i chce ze mną rozmawiać. Chłopisko jest całkiem sympatyczne, więc i rozmowa przebiega w luźnym tonie. Pyta mnie o moje doświa

  • "Motywacji" ciąg dalszy

    Nie mogłem się jednak powstrzymać, właśnie po długiej przerwie zaczęła się rekrutacja… Wynagradzaj nowoprzyjętych pracowników (najlepiej takich zaraz po s